Pielgrzymka do Vezelay

Wpłać darowiznę na Centrum Rozwoju Przekaż 1% Skautom Europy Youtube - obozy Youtube - Droga Cię wzywa
Idź dalej:

Aktualności

W tym roku do grona pielgrzymujących przyłączyły się dwie wyprawy z Polski (Radomski Krąg Wędrowników, Wrocławski Krąg Wędrowników wraz z przedstawicielami szefów z Radomia, Puław i Pionek oraz druga ekipa z Kręgu Warszawskiego).

W planie wypraw znalazł się m.in. czas na zwiedzanie Paryża, ale największym wydawało się przeżyciem dla wszystkich było pielgrzymowanie wraz z wędrownikami z kręgów francuskich. Wiele było zatem szans na podpatrzenie, poczucie ducha skautowego, jak również stylu wędrowniczego. Szczególnie ujmował nas śpiew Francuzów.
Dzięki posiadaniu w swoim gronie tłumacza (wielki dzięki Pawle!) mogliśmy wysłuchać wiele ciekawych konferencji oraz kazań (m.in. biskupa Renato Boccardo) Wzięliśmy także udział w Wymarszu Wędrownika i obrzędzie podjęcia służby RP (czyli u nas HO). Najważniejszym było jednak wejście do bazyliki oraz adoracja Najświętszego Sakramentu, w której uczestniczyło razem z nami łącznie ponad tysiąc wędrowników.

Naszych przeżyć nie mogą nijak oddać słowa ani nawet fotografie. Każdemu wędrownikowi polecamy uczestnictwo w kolejnych pielgrzymkach do Vézelay.


Kuba Kwiatkowski HO

Dwa lata temu, na korytarzu w mojej szkole, pojawiło się jakieś ogłoszenie dotyczące wyjazdu z harcerzami za granicę. Naturalnie był to wyjazd do Vézelay i bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że zmienił on moje życie. Kiedy sam spotykam się z  takiego rodzaju stwierdzeniem, mam wrażenie, że albo jest to infantylny styl pisania autora lub słaba telewizyjna reklama. Mimo to, świadomie użyłem tego stwierdzenia. To właśnie dwa lata temu, na pielgrzymce do Vézelay pierwszy raz zetknąłem się z FSE. W tym roku miałem okazję na nowo uczestniczyć w tej niesamowitej pielgrzymce.

Tak jak dwa lata temu, także w tym roku, już na samym początku, doświadczyłem tego, jak zwykły podział funkcji może stać się jednym z najbardziej rozwijających elementów wędrówki. Wiem, że to brzmi bardzo banalnie, ale dla mnie ten podział zadań jest prawdziwą lekcją zaufania i postawy odpowiedzialności za siebie i innych członków ekipy. Z jednej strony, z uśmiechem na ustach słuchałem jednego z moich przyjaciół, który opowiadał, iż na jego tygodniowej, zimowej wędrówce w górach, ktoś nie spakował mięsa. Z drugiej jednak strony, -10°C, spanie w jamach w śniegu, to nie są sprzyjające warunki na podjęcie próby bycia wegetarianinem.

Mimo świadomości narażenia właściwego klimatu harcerskiej wędrówki zdecydowaliśmy się na podróż samolotem. Po 3-godzinnym locie, już od samego początku spotkaliśmy się z życzliwością naszych przyjaciół z Francji. Pod lotniskiem czekał specjalnie dla nas bus, którym udaliśmy się do oddalonego o 30 km noclegu w Fontainebleau. Korzystając z gościnności mamy jednego z francuskich zastępowych, zostaliśmy przywitani solidną porcją jajecznicy z ciepłym pieczywem i gorącym mlekiem. Następnego dnia, wspólnie z ekipą francuskich wędrowników, wyruszyliśmy autobusem do Quarre-les-Tombes, by rozpocząć wędrówkę. Nadal w uszach brzmią mi słowa naszego szefa, wspominającego, że każda wędrówka jest jak trening tego, z czym spotykamy się w naszej codzienności. Od samego początku zrozumiałem po co tu jestem. Zrozumiałem, jak bardzo potrzebuję słyszeć marszowy śpiew moich przyjaciół z ekipy, zamiast kolejnego wykładu na zatłoczonej auli, patrzeć na zielony krajobraz Burgundii, zamiast na taplający się w błocie autobus. Uświadomiłem sobie, jak bardzo potrzebna mi jest świadomość obecności ludzi, którzy sprzeciwiają się wyścigowi szczurów w drodze do sukcesu - ludzi, którzy pragną żyć wartościami dawno odrzuconymi przez otaczający mnie świat.

Trasa do Vézelay biegnie przez malownicze, zamglone pagórkowate pastwiska, gęste, podmokłe lasy i niesamowite, bardzo stare zabudowania mieszkającej lokalnie ludności. Odniosłem wrażenie, że wszystko zatrzymało się tu w czasie. Kiedy po trzech dniach wędrówki dotarłem na wielką polanę, leżącą pod wzgórzami katedry, przeżyłem coś, czego nigdy nie zapomnę. Kilka tysięcy węrowników, dziesiątki powbijanych w ziemię sztandarów, proporców, flag, dymy kilkuset ognisk, dochodzące zewsząd pieśni, - pomyślałem, że tak musiały wyglądać pola Grunwaldu przed bitwą w 1410 roku .. Nocne wyjście z pochodniami pod mury tej monumentalnej katedry i uroczyste wejście, choć przypominało mi "Święty Krzyż" to dzięki swojemu spektakularnemu, wielkiemu rozmachowi, pozwoliło mi lepiej uświadomić sobie piękno i siłę naszej harcerskiej wspólnoty. Zaraz po wejściu, przy dźwiękach gromkiego "Kyrie des Geux", stanęliśmy na swoich miejscach, przeniknięci niesamowitą atmosferą. Zachwycające pięknem i przygniatające wielkością ciemne wnętrze tej średniowiecznej katedry, zostało nagle rozświetlone promieniem, padającym prosto na wielką monstrancję. Tej chwili nie jest w stanie oddać żadne zdjęcie, film a co dopiero artykuł. Po chwili jednak zapada głęboka cisza, by każdy mógł zanurzyć się w modlitwie, skorzystać ze spowiedzi lub w skupieniu adorować Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.

  Nazajutrz rano wyruszyliśmy w drogę powrotną, by rozpocząć zwiedzanie Paryża. Ponownie spotkaliśmy się z niebywałą serdecznością ludzi. Mieszkaliśmy u Sióstr Miłosierdzia, którym za trzydniowy nocleg i wyżywienie odwdzięczyliśmy się oprawą liturgiczną wspólnych Mszy Świętych, pracą w ogrodzie i skromną ofiarą pieniężną.

 Wysiadając z samolotu na Okęciu, zasmucony perspektywą powrotu do codziennego rytmu pracy i obowiązków, bez wahania obiecałem sobie, że powrócę tu ponownie za rok by zaczerpnąć siły i ponownie spotkać się z Chrystusem w tym wyjątkowym miejscu.

Kamil Stefański, przyboczny Szefa Kręgu bł. Pier Giorgia Frassati