Wpłać darowiznę na Centrum Rozwoju Przekaż 1% Skautom Europy Youtube - obozy Youtube - Droga Cię wzywa
Pielgrzymka wędrowników na Święty Krzyż 2010

Pielgrzymka wędrowników na Święty Krzyż 2010

Krzysztof Olaf Żochowski, 2010-10-04 Tagi: Święty Krzyż

Są w życie człowieka momenty, kiedy racjonalne myślenie w żaden sposób nie nadaje się do zrozumienia jakiegoś zjawiska. Są takie chwile, gdy leniwy analityk, pyta się: dlaczego? Dlaczego dwustu mężczyzn rzuca swoje zajęcia, szkołę, pracę, wygodne łóżko i domowe obiadki, aby wziąć plecak i wyruszyć w drogę? Co jest takiego w pielgrzymowaniu, w wędrowaniu? Przygoda? Przeżycie duchowe? Kontakt z przyrodą? A może wszystkiego po trochu? Skoro nie można tego zjawiska wyjaśnić, to chociaż spróbujmy je opisać. Spróbujmy dowiedzieć się jak wyglądała pielgrzymka wędrowników na Święty Krzyż AD 2010.

Czwartek 23 września 2010, późny wieczór. Do Modliborzyc, Łagowa i Bodzentyna przybyli wędrownicy. Zajęli się od razu rozbijaniem namiotów, paleniem ognisk, szykowaniem kolacji. Niektórzy podśpiewywali sobie półgłosem. Trochę krzątaniny, niektórzy również ognisko po czym sen. Trzy szlaki i chorągwie - św. Wojciecha, św. Emeryka i św. Jacka, ale jeden cel - Święty Krzyż. Wszystko zaczęło się następnego dnia.

W piątek rano odbyła się Eucharystia. Posileni ciałem i krwią Chrystusa pielgrzymi byli gotowi aby ruszać na szlak. Towarzyszył im tam drewniany krzyż zawieszony na szyi, który otrzymali po mszy św.

Każdy krąg wędrował przez cały dzień. Rano konferencja o ubóstwie - tematem tegorocznej pielgrzymki było zdanie z ewangelii Błogosławieni ubodzy w duchu (Mt 5,3). Wiele modlitwy i chwil skupienia - jak nam brakuje na to czasu w nawale codziennych zajęć! W czasie wędrówki na Święty Krzyż można było na spokojnie przemyśleć wiele spraw i poukładać skłębione myśli. .

Nie można również zapomnieć o Godzinie Drogi. Trudno sobie wyobrazić piękniejszą scenerię do rozważań duchowych niż las, łąka, dzika przyroda. Kiedy całym sobą jest się zanurzonym w świecie stworzonym przez Boga rozum łatwiej i głębiej pojmuje słowa Pisma.

Swoją drogą pogoda nie zawiodła. Błękitne bezchmurne niebo pięknie komponowało się z zielenią lasów tu i ówdzie przetykanych już kolorami jesieni. Wszystkiego dopełniały złociste skoszone pola zbóż.

Wieczorem każdy szlak miał swoje ognisko. Wspólne śpiewy i gry ogniskowe oraz scenki przyjemnie zakończyły dzień męczącej całodziennej wędrówki. Dodatkowo świadectwa szefów mających zostać Harcerzami Rzeczpospolitej były żywym przykładem życia ideałami dla młodszych wędrowników.

W sobotę krótki marsz do Nowej Słupi. Tam msza św. odprawiana przez abp Hosera w języku łacińskim. Piękna liturgia, której towarzyszył mocny śpiew dobywający się z ponad dwustu męskich gardeł. Mały kościółek był przezeń niemalże rozsadzany od środka.

Po  mszy przejście na pole namiotowe. Tam od razu konferencja prowadzona przez abp. Henryka Hosera. Opowiadał o tym, jak wygląda praca misjonarza. Było również trochę o powołaniu. Wiele obrazowych przykładów stworzyło plastyczną wizję życia w środowisku młodego Kościoła w Afryce. Ksiądz arcybiskup nawiązał również do tematu pielgrzymki - ubóstwa. Pokazywał jak można żyć będąc ubogim w duchu.

Po skończonej konferencji nastąpiły czynności obozowe - rozbicie namiotów, obiad. O godzinie 18.15 rozpoczęła się Biesiada Wędrownicza. W tym roku tematem scenek było przedstawienie swoich miejscowości. Dla najlepszego kręgu przygotowana była nagroda - siekiera. Dostał ją krąg szefów z Krakowa za scenkę przeplataną piosenkami podwawelskich artystów. Wyróżnienie dostała opera przygotowana przez krąg z Rawy Mazowieckiej i bajka o Puławach, przedstawiona metodą białych rękawiczek. Na koniec dwie scenki wprowadzające już w klimat refleksji i ciszy. A później to na co wszyscy czekali. Wejście.

Noc. Pochodnie. Sztandary i chorągwie z przodu, za nimi ciężki krzyż niesiony przez wędrowników. Puszcza Jodłowa zapewniała magiczną scenerię w której rozważania Drogi Krzyżowej nabrały  jeszcze większej mocy. Krzyż wbijał się w ramiona, mimo że niósł go cały krąg.

Panie nasz dokąd pójdziemy? Takie wołanie rozlegało się pod drzwiami starego klasztoru benedyktynów (obecnie pod opieką oo. Oblatów NMP). Śpiew trwał dopóki drzwi (uderzane laskami przez dwóch HR-ów) nie otwarły się, a pielgrzymi weszli do świątyni.

W środku wystawiony relikwiarz. Tam niewielki kawałek drewna który był świadkiem śmierci Syna Bożego. Adoracja Drzewa na którym zawisło Zbawienie Świata. A za nim Najświętszy Sakrament ukryty w tabernakulum pod postacią chleba. Nastąpiły chwile pełne skupienia i osobistej modlitwy, jak również wspólnych rozważań i pieśni.

Gdy adoracja dobiegła końca przed bramą klasztoru odbyły się wymarsze wędrowników. Czterech nowych szefów dołączyło do grona Harcerzy Rzeczpospolitej. Cały obrzęd, zarówno treść jak i forma, były niezwykłym doświadczeniem dla tych, którzy byli na nim po raz pierwszy, a przypomnieniem dla tych, którzy oglądali go po raz kolejny.

Potem zejście w ciszy i skupieniu. A w niedzielę rano z powrotem na górę. Tam jeszcze msza święta i świadectwa. Później, wzmocnieni słowami namiestnika, naczelnika i komisarza federalnego wędrownicy po raz ostatni już zeszli na dół i wyruszyli w drogę powrotną do domu. Pielgrzymka na Święty Krzyż na pewno rozbudziła wiele dobrych chęci i mocnych postanowień w ich sercach. Jak to wykorzystają? Pozostawiam to do osobistej refleksji uczestników. Jedno jest pewne. Jeżeli ktoś kto nie był nigdy na takiej (lub jakiejkolwiek innej) wędrówce i zastanawia się czy spróbować, znajdzie w rozmowie z uczestnikami jedną krótką odpowiedź. Warto.

Krzysztof Olaf  Żochowski

Wędrownik kręgu garwolińsko-pilawskiego św Andrzeja Boboli