Wpłać darowiznę na Centrum Rozwoju Przekaż 1% Skautom Europy Youtube - obozy Youtube - Droga Cię wzywa

Warsztaty Dziennikarskie 2005

Maria Czerwińska, 2005-05-07 Tagi: warsztaty, Gniazdo

To było na tydzień przed długim weekendem majowym (23-24 kwietnia 2005 r.). Do Biura Stowarzyszenia, do Warszawy przyjechali z całej Polski wielcy i mali miłośnicy dziennikarstwa, a szczególnie pracy w redakcji! Przewinęło się aż 38 osób. Wszyscy bardzo wygodnie rozsiedli się w biurowych krzesłach i przy ciastku i herbatce, w miłym nastroju zaczęli słuchać. A słuchać było warto!

Na wstępie dowiedzieliśmy się w skrócie od Pawła Lochyńskiego (dotychczasowego redaktora prowadzącego pisma "Gniazdo"), a potem od Joanny Przypolskiej (naczelniczki harcerek), jak to się stało, że pojawiła się nasza harcerska redakcja i że wszystko tak świetnie działa. Następnie Gosia Sobich (do września sekretarz, a potem już redaktor prowadzący "Gniazda") krótko przedstawiła drogę artykułu od pomysłu na jego napisanie do momentu, kiedy jest on złożony i gotowy do druku. 

Zaraz po tym głos zabrał namiestnik harcerzy, Bartosz Mleczko, przedstawiając swoją wizję tego, co można zrobić, żeby "Gniazdo" było jeszcze lepsze. Mówił, że ma być naszą wizytówką, przesyconą entuzjazmem, pełną radości, wciąż nową i fascynującą dla każdego, do kogo dotrze! Następnie przemówiła Anna Oleszczyk, namiestniczka harcerek, wyrażając swój podziw i wdzięczność dla wszystkich zaangażowanych w pracę redakcji. Wdzięczność i podziw wyrażali zresztą wszyscy od początku do końca spotkania...

Kolejnym punktem programu był warsztat dziennikarski prowadzony przez pana Michała Karnowskiego z tygodnika "Newsweek". Nie będę tu powtarzać całej treści warsztatu, bo zostało naprawdę bardzo dużo powiedziane, zarówno o pracy dziennikarza ogólnie, jak i trochę o sytuacji w polskiej prasie. Nasz gość opowiadał o swoim "dziennikarzowaniu" od kuchni, wspominał różne swe przygody i tak nas wciągnął, że zasłuchani, straciliśmy poczucie czasu.

Gdy go z żalem pożegnaliśmy, przyjechał obiad, którym wzmocnieni udaliśmy się do rożnych grup, gdzie dalej dokształcaliśmy się (był warsztat korektorski i graficzny) bądź planowaliśmy kolejne numery gazety. Trwało to aż do momentu, kiedy - żeby się nie spóźnić - należało wyjść na Mszę św. do pobliskiego kościoła. Potem jeszcze zostaliśmy na Godzinę Światła/Drogi w podziemiach kościoła i po powrocie zjedliśmy przygotowana specjalnie przez wędrowników kolację.

Wieczór był jak najbardziej nadzwyczajny, gdyż my - zamiast pójść spać - ochoczo wepchnęliśmy się w autobus i zajechaliśmy na warszawską Starówkę, gdzie rozsiedliśmy się w "Samych Fusach"i zamówiliśmy herbatkę. Samo wybieranie zabrało nam chyba najwięcej czasu, a drugie tyle szukanie swojej filiżanki i próbowanie każdej z zamówionych herbat po kolei. Nie jestem pewna, czy większą popularnością cieszył się "Kwiat Orientu", czy "Napój Kubusia Puchatka", ale sądzę, że te nazwy bardzo dobrze odzwierciedlają twórczy nastrój, jaki panował wśród nas oraz energię i entuzjazm, którymi zostaliśmy wypełnieni w czasie tego weekendu dziennikarskiego.

Maria Czerwińska