Wpłać darowiznę na Centrum Rozwoju Przekaż 1% Skautom Europy Youtube - obozy Youtube - Droga Cię wzywa
Zimowy Biwak PuSZczy w Gdańsku

Samodzielne Zastępy na Zimowym Biwaku

Filip Grzonka, 2016-03-08 Tagi: Sieć Samodzielnych Zastępów

22-24 lutego zastępy z Puszczy z okolic Trójmiasta wzięły udział w zimowym biwaku. Nocowaliśmy w budynku przy jednej trójmiejskiej parafii. Przyjechawszy martwiliśmy się z początku, ponieważ na miejscu biwaku padało od tygodnia, więc spodziewaliśmy się, że drewno będzie mokre. W dniu rozpoczęcia też mocno padało, w wyniku czego niektórzy się spóźnili.

Kilku chłopców, którzy przyjechali na czas od razu ruszyło na zakupy na pierwszy dzień. Potem wszyscy się rozpakowali, przepakowali i już można było ruszać w las, aby budować biwak. Tego dnia (22 lutego) wypadły akurat urodziny lorda Roberta Baden-Powell. Czyż można je lepiej uczcić niż wybierając się z zastępem na biwak do lasu. Tak właśnie uczyniliśmy. 

Za miejscem naszego codziennego obozowania obraliśmy ukryty i malowniczy wąwóz, którego boki ostro spadały w dół. Na szczęście na jednym zboczu znaleźć można było swoistą "półkę" z ujmującym widokiem na całą dolinę. Zastępy Bóbr z Gdyni, Ryś z Gdańska i Wilk z Pierwoszyna znały już to miejsce z wcześniejszej zbiórki. 

Od razu po przybyciu nastąpił błyskawiczny podział zadań. Działaliśmy w dwóch zastępach: Bóbr (do którego dołączył zastępowy Rysia) i Kowalik (do którego dołączyło dwóch przybyszy z chojnickiego Szerszenia). Pierwsze co zdecydowaliśmy się zrobić to rozpięcie plandek. Drużynowy nauczył nas jak rozwieszać je za pomocą kołków i "masztów" my jednak. Ja jednak z Kowalikiem rozpostarliśmy ją pierwszego dnia po prostu miedzy między czterema drzewami. Zbudowaliśmy również ławkę. Równolegle przygotowywaliśmy obiad. Zabierając się do posiłku złożonego z kurczaka w sosie śmietanowym i kaszy jaglanej, usiedliśmy na ławce. Niestety usiadło nas trzech na raz i ławka z hukiem pękła. Tak to jest jak do pionierki używa się tylko martwego i nierzadko spróchniałego drewna. 

Było już dość późno, a my mieliśmy w planie jeszcze Mszę Świętą, więc naprawę ławki zostawiliśmy na następny dzień. Szybko skończyliśmy jeść, ogarnęliśmy trochę obozowisko na czele z zagaszeniem ognia i co sił w nogach ruszyliśmy do kościoła. 

Wieczorem po kolacji zrobiliśmy sobie świeczysko na którym ojciec Bertold opowiedział nam ciekawą historię. Dzień drugi miał zacząć się pobudką o jednak 7:30. Jednak niestety kilku z nas zapomniało przestawić swoje nastawione w poprzednich dniach budziki, w związku z czym pierwsze dzwonki zaczęły rozlegać się w naszej sali sypialnej o 5:30, następnie o 6:00, a także o 6:30. Koszmar. Zanim ktokolwiek zdążył wyłączyć takowy budzik połowa z nas już była wybudzona. Jak dzwonił budzik o 7:30 prawdopodobnie mało kto spał.

Drugiego dnia sporo ćwiczyliśmy pionierkę. W obozowisku początkowo chcieliśmy wykonać łóżko, ale ostatecznie skończyło się na na stole za to wyłożonym z desek wykonanych z okrągłych żerdzi przy pomocy siekier. Na obiad zjedliśmy tuńczyka z makaronem. Wielu z nas nie przepada za tuńczykiem i miało co do niego wątpliwości, lecz ten okazał się wyśmienity! Na deser Karol będący kucharzem z zastępu Bóbr przygotował fenomenalne naleśniki na słodko. W trakcie obiadu kilku chłopców z każdego zastępu przygotowywało z zacięciem bieg sprawnościowy. Staraliśmy się wykorzystać ciekawe ukształtowanie terenu. I udało się. Po obiedzie wszyscy z chęcią ruszyli na tor przeszkód. Najlepszy czas osiągnął zastępowy Rysia  Szymon. Następnie uporządkowaliśmy nasz mini-obóz i ruszyliśmy dalej w las, bo dzień był jeszcze stosunkowo młody. Spacer z ekwipunkiem trwał dobre pół godziny, gdy nagle dotarliśmy do charakterystycznej polany idealnej do harcerskich zmagań. Tam rzuciliśmy się w wir gier, wśród których największą popularnością cieszyła się tzw. „chojnicka butelka”, która jest być może mało cywilizowana, ale bardzo wciąga. Graliśmy aż do zmierzchu i wracaliśmy przy świetle latarek. Wieczór upłynął nam na śpiewie i scenkach w tematyce J.R.R. Tolkiena. 

Pobudka dnia trzeciego poszła bez przeszkód. Na obiad zjedliśmy mięso mielone zasmażane z warzywami, kaszę jaglaną i ryż. Biwak uwieczniliśmy deserem w postaci bananów z czekoladą (lub bez dla tych co poszczą) pieczonymi na żarze. Po deserze sprzątnęliśmy i zamaskowaliśmy całe miejsce biwaku. Wiadomo, skaut nie zostawia po sobie śladu.

Filip Grzonka, zastępowy zastępu Kowalik ze Starogardu Gdańskiego, Puszcza